Niektóre linki na tej stronie mogą być linkami afiliacyjnymi

Masahisa Fukase: Samotność kruków

W 2010 roku, dekadę przed swoją śmiercią, brytyjski The Guardian ogłosił The Solitude of Ravens "najlepszą fotoksiążką ostatnich 25 lat." Brzmiało to jak prowokacja. Dziś - po latach, które tylko pogłębiły jej cień - to stwierdzenie wydaje się raczej proroctwem. Książka jest sekwencją ziarnistych, wysokokontrastowych, czarno-białych fotografii: kruki w locie, na gałęziach, rozpływające się w śniegu i w ciemności. I od tamtej pory nic nie straciła na swojej sile.

Jej twórca, Masahisa Fukase, spędził dekadę śledząc i podążając za tymi czarnymi ptakami po całej Japonii, próbując odnaleźć tę jedną, jedyną, rzeczywistą nić łączącą ich egzystencję z lokalnymi historiami. W pewnym momencie stwierdził, że sam stał się krukiem. To stwierdzenie nie jest całkiem metaforyczne.

Fotograf

Fukase urodził się w 1934 roku w Bifuka, na zamarzniętym Hokkaido, w rodzinie prowadzącej zakład fotograficzny. Studiował w Tokio, pracował komercyjnie, lecz prędko fotografię artystyczną zaczął traktować jako jedyną formę, która mogła pomieścić to, co w nim narastało.

W latach 60. wniknął w krąg, który zdefiniował powojenną fotografię japońską. Eikoh Hosoe, Shomei Tomatsu, Daido Moriyama - choć Fukase nigdy nie został formalnym członkiem Provoke, dzielił z nimi tę samą niespokojną energię i gotowość pchania obrazu w rejony surowej, nieprzebaczonej subiektywności.

Jego wczesna seria Yohko (1963-1978) to jeden z najbardziej niepokojących aktów fotograficznego oddania, jakie znamy. Tysiące zdjęć jednej kobiety - jego żony. Czułość i klaustrofobia w równych dawkach. Portret, który z każdym kadrem mówił więcej o fotografującym niż o fotografowanej. Kiedy małżeństwo się rozpadło, projekt runął. A z upadku powstaje zawsze coś nowego - w powietrze wzbiły się kruki...

Kruk o wschodzie słońca

Kruk o wschodzie słońca na gałęzi, sylwetka na tle nastrojowego nieba. Samotna postać oddaje atmosferę Ravens Fukase. Zdjęcie: yrjö jyske, CC BY 4.0. Źródło

Powstanie Ravens

Projekt, który finalnie stał się The Solitude of Ravens (znany też jako Ravens, po japońsku Karasu), narodził się w połowie lat 70. z rozpaczy i przypadku. Fukase, zdruzgotany rozpadem małżeństwa, pojechał na Hokkaido z przyjacielem fotografem. Na promie zobaczył kruki podążające za łodzią - ich czarne sylwetki przecinały szare, bezgraniczne niebo.

Zaczął fotografować. I nie przestał. Przez następną dekadę wracał na Hokkaido raz za razem, polując na kruki w zamieciach śnieżnych, na skalistych wybrzeżach, na tle jednolicie białych niebios. Z każdą podróżą obrazy stawały się ciemniejsze, bardziej abstrakcyjne, bardziej zdesperowane. Yohko było o obecności - natrętnej, wszechogarniającej. Ravens jest o nieobecności: o negatywnej przestrzeni, która pozostaje, gdy ktoś odchodzi.

Fotoksiążka ukazała się po raz pierwszy w 1986 roku nakładem Soshisha, a potem w poszerzonej edycji w 1991. Przez lata funkcjonowała w półcieniu, znana głównie wtajemniczonym. Przełom przyniosło wznowienie MACK Books w 2017 roku, które wprowadziło Ravens na globalną scenę. I słusznie, bo ta książka nie jest - i nigdy nie była - zbiorem fotografii przyrodniczej. To dokument psychologiczny. Krajobraz żalu utrwalony w srebrze i czerni.

Język wizualny

Kruki Fukase nie są gatunkiem, nie są okazami zoologicznymi. Są rozmazane, ziarniste, momentami prawie giną w kadrze. Fotograf operował długimi czasami naświetlania, pushowanym filmem i światłem zastanym - technikami, które sytuują go na linii estetyki are-bure-boke pokolenia Provoke. Lecz z tą różnicą, że u Fukase te zabiegi nie są programem, tylko desperacją. Rozmazanie nie jest stylem. Jest stanem ducha.

Kolejność zdjęć układa się w wizualny poemat. Kruk w locie staje się smugą atramentu na białym śniegu. Stado wzbija się z plaży jak popiół po pożarze. Pojedynczy ptak na drucie, a niebo tak prześwietlone, że przypomina pustkę, z której wyłania się tylko on. Nie ma tu narracji w tradycyjnym sensie - jest kumulacja, natężenie, ciężar nastroju, który narasta z każdą stroną.

Fukase miał podobno powiedzieć, że w pewnym momencie przestał czuć się fotografem, który celuje obiektywem w kruki. Poczuł, że sam stał się jednym z nich. To zdanie to klucz do całej książki. Bo obrazy w Ravens nie są obserwacjami z zewnątrz. Są wyrazem od wewnątrz.

Kruk i księżyc

Kruk siedzący na gałęzi z księżycem w tle. Nocna samotność i elementarna kompozycja silnie przywołują język fotograficzny Fukase. Zdjęcie: Adhish Dulal, CC BY-SA 4.0. Źródło

Życie przerwane

Fukase fotografował dalej - nowelę Bukubuku, autobiograficzną Family - ale to kruki go zdefiniowały. Nigdy do końca nie wyszedł z ich cienia. Nie sądzę, żeby próbował.

W 2012 roku, mając 78 lat, Fukase zmarł w wyniku obrażeń po upadku w tokijskim barze. Pił sam. Okoliczności - niejednoznaczne, jak wszystko w jego biografii. Śmierć ta dodała ostatnią, najciemniejszą warstwę do dziedzictwa, które i tak było już naznaczone mrokiem.

Rok później Ravens zostało wznowione przez MACK. Krytycy przyjęli je z takim uznaniem, że The Guardian ponowił swoją deklarację - "najlepsza fotoksiążka ostatnich 25 lat." I ten konsensus, jak się okazało, tylko się umocnił.

Dziedzictwo

Ravens wpłynęło na pokolenia - nie tylko japońskich fotografów, ale także artystów Zachodu, którzy w czerni Fukase odnaleźli coś uniwersalnego. Jego sukces otworzył drzwi dla całej fali japońskich fotoksiążek na międzynarodowym rynku.

W 2025 roku do kin wszedł film biograficzny Ravens z Tadanobu Asano w roli Fukase. Opowiada o nim od lat Yohko przez szaleństwo z krukami, aż po publikację książki. Sam fakt, że ktoś uznał tę historię za wartą opowiedzenia na dużym ekranie, mówi wszystko: Fukase to nie tylko fotograf, który zrobił zdjęcia ptakom. To przypowieść o obsesji, stracie i osobliwej alchemii, dzięki której osobista ciemność może stać się trwałą sztuką.

Kruk na przylądku Cape Barrow, 1915

Zabytkowe czarno-białe zdjęcie kruka na tle arktycznego nieba na przylądku Cape Barrow, Nunavut, 1915. Archiwalne ziarno i surowość oddają analogowy charakter odbitek Fukase. Zdjęcie: Rudolph Martin Anderson, CC BY-SA 4.0. Źródło

Portret kruka, czarno-biały

Czarno-biały portret kruka w dramatycznym świetle. Nastrojowa, ciemna kompozycja i rozmyte tło przywodzą na myśl dramatyczny chiaroscuro prac Fukase. Zdjęcie: Erich Ferdinand, CC BY 2.0. Źródło

Samotność pozostaje

To, co sprawia, że The Solitude of Ravens przetrwało, nie jest innowacją techniczną ani historycznym znaczeniem. To prostsze: obrazy są prawdziwe. Kruki nie są symbolami. Nie są metaforami czegokolwiek konkretnego. Są tym, czym są - ptaki, ciemność, nieobecność. I to wystarczy.

Fukase dał nam pozwolenie, żeby fotografować to, czego nie potrafimy wyjaśnić. Żeby z aparatu uczynić nie narzędzie dokumentacji, ale instrument odczuwania. Żeby zaakceptować, że najpotężniejsze obrazy często przychodzą wtedy, gdy przestajemy rozumieć.

Kruki wciąż tam są, zamrożone w srebrnym żelu, lecące przez strony. A my wciąż na nie patrzymy, próbując zobaczyć to, co widział Fukase.

Dodatkowe lektury

Współtworzone przez człowieka i AI.