Niektóre linki na tej stronie mogą być linkami afiliacyjnymi
Citizen Eco-Drive: Światło, które chodzi
Każdy zegarek, jaki miałem wcześniej, czegoś ode mnie chciał.
Mechaniczny trzeba było nakręcić. Noszony codziennie nakręcał się sam ruchem ręki, ale wystarczyło odłożyć go na dwa dni, żeby stanął. Kwarcowy nosił w sobie baterię i raz na dwa lata przypominał o zegarmistrzu. Ta wyprawa miała w sobie coś z poczekalni: siadało się przy ladzie i czekało, aż ktoś otworzy kopertę. Nie lubiłem tego układu. Rzecz, która miała pilnować mojego czasu, sama wymagała pilnowania.
Ten nie chce nic.

Citizen Eco-Drive Titanium Sapphire, chronograf w tytanowej kopercie. Autor: Tuxyso, CC BY-SA 3.0. Źródło
Nazwę wymyślił mu ktoś obcy. W 1924 roku tokijski warsztat ukończył swój pierwszy zegarek kieszonkowy i pokazał go Gotō Shinpeiowi, człowiekowi, który rok wcześniej zajmował się odbudową Tokio po wielkim trzęsieniu ziemi. Shinpei chciał, żeby ten zegarek, wtedy jeszcze towar luksusowy, trafił kiedyś do zwykłych ludzi.
Prawie każdy zegarek nosi nazwisko człowieka, który go zrobił, albo firmy, która go sprzedała. Ten dostał imię po tym, kto go nosi. Nazwa jest więc obietnicą i trudno się dziwić, że firma powtarza ją do dziś w jednym zdaniu: kochany przez obywateli, pracujący dla obywateli.
Pomysł na napęd zrodził się z kryzysu. Po szoku naftowym z 1973 roku zaczęto poważnie mówić o innych źródłach energii, a Citizen zadał to pytanie po swojemu: czy zegarek naprawdę musi mieć baterię? W 1976 roku powstał jego pierwszy analogowy zegarek zasilany ogniwem słonecznym.

Citizen CTZ-9104, zwykły chronograf kwarcowy. Ten egzemplarz to jeszcze stara szkoła: żadnego ogniwa słonecznego, bateria do wymiany. Autor: Jacek Halicki, CC BY-SA 4.0. Źródło
Warto zatrzymać się przy tym, czym jest światło jako źródło. Baterię trzeba kupić, a potem wyrzucić, prąd mierzy licznik, a rachunek przychodzi co miesiąc. Światło dzienne nie należy do nikogo, nie da się go zafakturować i pada tak samo na zegarek, na kamień i na rękę, która go nosi. Napęd słoneczny nie jest tu więc dodatkiem do designu, tylko skreśleniem jednego punktu w kalendarzu. Firma oszacowała w 2007 roku, że dzięki tej technologii w samej Ameryce Północnej nie wyrzucono dziesięciu milionów baterii. W 1996 roku Eco-Drive jako pierwszy zegarek japońskiego producenta dostał certyfikat Eco Mark.
Najciekawsze rzeczy dzieją się jednak w tarczy. Musi być półprzezroczysta, ale nie przezroczysta. Citizen tłumaczy to bez ogródek: przy tarczy nieprzezroczystej ogniwo nie dostaje światła, natomiast przy zbyt przezroczystej staje się widoczne, a to nie wygląda dobrze. Sedno tego przedmiotu to jedna decyzja: ile światła wpuścić, a ile zasłonić.
Zegarek jest rzeczą, która istnieje po to, by na nią patrzeć. Swój najważniejszy organ trzyma w ukryciu i robi wszystko, żeby nie było go widać. Materiałów szukano przy tym długo: papier washi, macica perłowa, szafirowe szkło grubości stu pięćdziesięciu mikrometrów, atramenty zmieniające kolor w zależności od kąta patrzenia. Wszystkie mają jedną wspólną cechę. Coś przepuszczają, a czegoś nie pokazują.

Tarcza Citizen Eco-Drive METAL z widocznym pierścieniem ogniwa słonecznego. Autor: Crētus, CC BY-SA 4.0. Źródło
Zwykle jest odwrotnie. Oglądanie pracy mechanizmu kosztuje, szklane denko to dodatek, za który się dopłaca, a wystawy zegarków urządza się tak, żeby ludzie mogli patrzeć na sprężyny i koła. Ten zegarek chowa wysiłek i to jest jego reguła, nie wyjątek. W kilku modelach ogniwo wychodzi na obrzeże tarczy i wtedy rzeczywiście da się je zobaczyć.
Druga rzecz, którą zauważa się dopiero po dłuższym obcowaniu z tym przedmiotem, dotyczy snu. Zegarek odłożony do szuflady nie gaśnie, tylko zasypia. Wskazówki stają, żeby nie marnować energii, ale układ nadal odmierza czas i wie, która jest godzina. Kiedy światło wraca, wskazówki ruszają i szybko nadrabiają zaległość, jakby w tym czasie nic się nie stało.

Citizen Promaster Eco-Drive BN0015-07E, Diver's 200 m w tytanowej kopercie. Ogniwo słoneczne siedzi pod tarczą, a w pełni naładowany kaliber E168 wytrzymuje sto osiemdziesiąt dni bez światła. Autor: Guillaume Pillet, CC BY 2.0. Źródło
Zajrzałem do instrukcji, żeby sprawdzić, ile światła potrzebuje. Pięć do sześciu godzin bezpośredniego słońca w ciągu miesiąca. Tyle. Nie mogę mu nic dać, bo nie mam wpływu na pogodę, ale coś jednak trzeba zrobić. Odsłonić zasłonę. Zegarmistrza zastąpiła prognoza. Nie jestem już mechanikiem tego zegarka, jestem kimś, kto miesza w świetle. Kiedyś nosiło się zegarek, żeby mieć przy sobie czas. Teraz trochę się go hoduje.
Jest jeszcze jeden szczegół, przez który przestałem patrzeć na ten przedmiot jak na elektronikę. Kiedy zapas energii spada, sekundnik zaczyna iść skokami po dwie sekundy. Zegarek kuleje. To ostrzeżenie wysłane w jedynym języku, jaki ma. Maszyna prosi o pomoc. Zastanawiam się, ile przedmiotów wokół mnie robi to samo, gdybym tylko umiał czytać ich sygnały.
Wraz z tym napędem zniknęło kilka rzeczy, które wydawały się nie do usunięcia. Nie ma baterii, więc nie ma wizyty u zegarmistrza. Modele z 2019 roku odchylają się o sekundę na rok, co znaczy, że nie ma czego poprawiać ani sprawdzać. Zegarek z linii The Citizen sprzedawano z dziesięcioletnią gwarancją, a niektóre modele z funkcją oszczędzania energii potrafią chodzić siedem lat na jednym ładowaniu. Wszystkie te liczby układają się w jedną wiadomość: ten przedmiot nie jest już zadaniem.

Citizen CB0021-06E z kalibrem H144: Eco-Drive z korektą radiową i pierścieniem miast stref czasowych. Ten zegarek sam sprawdza, która jest godzina. Autor: Ocrho, CC0 1.0. Źródło
W tym wszystkim brakuje mi jednej rzeczy i nie chodzi o baterie. Nakręcanie zegarka było małą codzienną czynnością, którą lubiłem bardziej, niż wypada przyznać. Brało się w palce coś, co się kończy, i na chwilę dawało się temu siłę na następny dzień. Nie była to obsługa sprzętu. Była to raczej krótka rozmowa, powtarzana co rano, z jasnym ustaleniem, kto tu się kim opiekuje.
Nie mam pretensji do przedmiotu, który przestał tego potrzebować. Ciekawi mnie raczej, co dzieje się z uwagą, kiedy znika okazja, żeby ją okazać. Łatwo lubić to, co trzeba karmić. Trudniej to, co przez miesiąc w ciemnej szufladzie nie zapomni ani godziny, ani mnie.
Rzadko odkładam go na dłużej niż na parę godzin, chociaż nie robię tego ze strachu, że przestanie działać. Nie. Nie muszę niczego sprawdzać, za to podziwiam i obserwuję, jak cierpliwie pracuje. Zastanawiam się wtedy, czy przedmiot, który niczego ode mnie nie potrzebuje, jest jeszcze mój. Dziwne uczucie.
Dodatkowe lektury
- Citizen: technologia Eco-Drive - jak działa napęd, dlaczego tarcza musi być półprzezroczysta i co robi zegarek w ciemności
- Citizen Watch, Wikipedia - historia firmy i nazwy
- Eco-Drive, Wikipedia - hasło o technologii i szacunku dziesięciu milionów baterii
- Zegarki Citizen Eco-Drive w sklepie - modele w bieżącej sprzedaży
Współtworzone przez człowieka i AI.