Niektóre linki na tej stronie mogą być linkami afiliacyjnymi.

Fotografia jako haiku

Fotografia wykonana przez Masao Yamamoto ma wielkość znaczka pocztowego. Ptak na tle bladoszarego nieba. Liść. Nic więcej. Yamamoto farbuje swoje odbitki herbatą, drze je, maluje po nich, wystawia luzem jak zebrane na spacerze kamyki. Każde z tych zdjęć waży mniej niż słowo. A jednak trzyma spojrzenie dłużej niż jakikolwiek billboard.

Siedemnaście sylab. Staw, żabka, plusk. To najsłynniejsze haiku Matsuo Basho. Trzy linijki, które zatrzymują moment tak precyzyjnie, jak migawka aparatu. Stary staw. Cisza. Nagle ruch. Dźwięk. I znowu cisza.

Jest w tym coś, co wykracza poza przypadkowe podobieństwo.

Haiga Yosy Busona - kukułka i hortensja

Kukułka i hortensja. Yosa Buson (1716-1784), haiga - tradycyjne połączenie haiku z malarstwem tuszem. Domena publiczna. Wikimedia Commons

Siedemnaście sylab

Haiku to nie wiersz o przyrodzie. To zapis momentu, w którym rzeczywistość pęka i na chwilę widać przez szparę coś więcej. Struktura 5-7-5 sylab jest tylko technicznym rusztowaniem. Prawdziwa treść mieści się w tym, co nie zostało napisane.

Weźmy trzy klasyczne przykłady:

Bashō: Stary staw / żaba skacze / plusk wody

Buson: Wiosna przemija / Ptaki płaczą / Ryby mają w oczach łzy

Issa: Ślimaku / wspinaj się na górę Fuji / ale powoli powoli

Każdy z tych wierszy ma w sobie to samo napięcie. Coś się dzieje (żaba skacze, ptaki płaczą, ślimak się wspina), ale to, co najważniejsze, dzieje się poza słowami. Między wersami. W ciszy, która zapada po przeczytaniu. W haiku istnieje pojęcie kireji - cięcia, czyli słowa które przecina wiersz na dwie części, zmuszając czytelnika do samodzielnego połączenia kropek. Czytelnik staje się współtwórcą.

Nawet formalnie haiku jest jak fotografia: jeden moment zatrzymany, wyrwany z kontekstu, zaprezentowany samotnie, bez wyjaśnień.

Pudełko pustki

Masao Yamamoto, japoński fotograf urodzony w 1957 roku, zaczynał jako malarz. Kiedy sięgnął po aparat, robił zdjęcia, które bardziej przypominają obrazy niż fotografie w zachodnim rozumieniu tego medium. Jego odbitki są małe - wielkości dłoni, czasem mniejsze. Farbuje je w herbacie, żeby postarzyć papier. Drze ich brzegi. Domalowuje tuszem elementy, których obiektyw nie zarejestrował.

Masao Yamamoto w Moskwie, 2009

Masao Yamamoto w moskiewskiej galerii Pobeda, 2009. Autor: UzVer kms, domena publiczna. Wikimedia Commons

Jego najsłynniejszy fotobook nosi tytuł A Box of Ku. Ku po japońsku znaczy "pustka". To kluczowe pojęcie zen - pustka nie jako nicość, ale jako potencjał, przestrzeń, w której coś może zaistnieć. Ale ku to także druga sylaba słowa haiku. Yamamoto, nazywając swoją książkę "pudełkiem pustki", dokonuje gestu, który łączy obie tradycje: fotografię i poezję.

Jego zdjęcia są jak pojedyncze wersy haiku. Ptak na tle nieba. Naga kobieta w mroku. Liść na ziemi. Góra we mgle. Każdy obraz jest fragmentem, który implikuje całość. Oglądając je, czujesz, że to, co widzisz, jest tylko częścią większej całości - jak jeden wers wyrwany z dłuższego poematu danego momentu rzeczywistości.

Yamamoto wystawia swoje małe zdjęcia luzem, na ścianach, czasem układając je w instalacje, które przypominają rozsypane słowa. Widz może je oglądać w dowolnej kolejności, składać własne sekwencje. Każdy widz staje się czytelnikiem - albo raczej: współautorem wiersza.

Kolor jako poezja

W tym samym czasie, po drugiej stronie świata, Saul Leiter fotografował Nowy Jork.

Leiter, Amerykanin, który miał zostać rabinem, a został fotografem, przez dwadzieścia lat robił zdjęcia, które wymykały się wszystkiemu, co w fotografii ulicznej uznawano za ważne. Nie szukał decydującego momentu. Nie opowiadał historii. Rejestrował wrażenia: czerwoną parasolkę odbijającą się w mokrym asfalcie, czyjąś twarz za zamgloną szybą autobusu, plamę światła na ścianie.

Saul Leiter, 2008

Saul Leiter, 2008. Autor: Pierre Belhassen, CC BY-SA 3.0. Wikimedia Commons

Tam, gdzie inni fotografowie szukali wyrazistych kompozycji, Leiter znajdował poezję w przypadku: w odbiciu, w między-świetle, w tym, co zwykle umyka uwadze. Jego ramki nie zamykają świata w logicznej całości. One sugerują, że coś istnieje poza kadrem - i to właśnie to coś jest najważniejsze.

"Nie wiem, czy to są dobre zdjęcia" - mówił Leiter w jednym z wywiadów. "Po prostu patrzę na rzeczy, które uważam za piękne."

To właśnie postawa haiku: widzieć piękno w zwyczajności. Klasyczny haiku nie potrzebuje wielkiego tematu. Staw. Żabka. Plusk. Wystarczy. Leiter nie potrzebuje wielkiego wydarzenia. Mokra szyba. Czerwona parasolka. Cień. Wystarczy.

Cięcie i kadr

Najgłębsze podobieństwo między fotografią a haiku leży nie w tym, co pokazują, ale w tym, co pozostawiają poza sobą.

W haiku istnieje kireji - cięcie. Mówiłem już o tym parę wersów wyżej, jednak warto to powtórzyć. To słowo - w japońskim najczęściej wykrzyknik, partykuła lub specyficzna końcówka - przecina wiersz na dwie części. Czytelnik musi sam znaleźć między nimi połączenie. Cięcie oddziela, ale też łączy. Tworzy przestrzeń, w której rodzi się znaczenie.

W fotografii odpowiednikiem kireji jest kadr. Fotograf wycina kawałek rzeczywistości i prosi widza, żeby dopełnił resztę. Kadr jest cięciem w czasoprzestrzeni.

Dobry fotograf, jak dobry poeta haiku, wie, co pominąć. To, czego nie ma w kadrze, jest często ważniejsze niż to, co jest. Pustka w kompozycji, nieobecność w kadrze, cisza po przeczytaniu - to wszystko te same zjawiska. Oszczędność jako narzędzie, które zmusza widza do aktywnego uczestnictwa.

Ma, czyli przestrzeń między

Japońska estetyka ma pojęcie, które może być kluczem do zrozumienia obu sztuk: ma (間). To słowo oznacza przestrzeń, interwał, przerwę - ale nie pustkę. "Ma" - to przepełniona cisza. W muzyce jest pauzą, bez której dźwięk nie ma znaczenia. W ogrodzie jest przestrzenią między kamieniami, która czyni z nich kompozycję. W haiku jest ciszą po ostatnim wersie. W fotografii jest swoistą negatywną przestrzenią, która nadaje kształt temu, co widoczne.

Yamamoto wie o tym lepiej niż ktokolwiek. Jego małe zdjęcia są otoczone bielą - biała rama, biały papier, biała ściana. Każda fotografia jest wyspą na oceanie bieli. Ta biel nie jest tłem. Jest aktywną częścią obrazu.

Leiter też to rozumiał. Jego najlepsze zdjęcia to te, w których głównym tematem jest światło i przestrzeń między przedmiotami. Szyba, mgła, para, deszcz - wszystko, co zamyka przestrzeń, ale też ją tworzy.

Zaufanie do czytelnika

Zarówno haiku, jak i fotografia wymagają od odbiorcy pewnego rodzaju zaufania. Że fragment może być całością. Że brak jest wartością. Że cisza mówi więcej niż krzyk.

Basho nie tłumaczy swojego stawu. Nie opisuje żaby. Nie wyjaśnia, dlaczego plusk jest ważny. Po prostu go rejestruje. Resztę zostawia czytelnikowi.

Yamamoto nie opisuje swojego ptaka. Nie wyjaśnia, dlaczego zrobił to właśnie zdjęcie. Po prostu je robi, farbuje herbatą, drze na brzegach i kładzie na stole. Resztę zostawia widzowi.

W świecie, w którym wszystko jest nadmiernie objaśnione, przetworzone, opatrzone podpisem i wytłumaczone, haiku i fotografia mogą uczyć czegoś odważnego: że mniej znaczy więcej. Że najważniejsza część obrazu - i wiersza - istnieje tam, gdzie go nie ma.


Dodatkowe lektury

Współtworzone przez człowieka i AI.