Niektóre linki na tej stronie mogą być linkami afiliacyjnymi

Daido Moriyama: Fotografia jako zapominanie

W 1972 roku Daido Moriyama opublikował książkę, która nie powinna istnieć. Farewell Photography to nie jest album. Nie jest retrospektywą. Jest aktem zniszczenia. Strony są czarne, ziarniste, rozmyte do granicy abstrakcji. Niektóre wyglądają jakby ktoś przetarł je szmatą z wywoływaczem, zanim zdążyły wyschnąć. Inne są tak prześwietlone, że nie zostało na nich nic oprócz bieli i widmowego zarysu tego, co kiedyś mogło być twarzą lub ulicą.

Moriyama nie fotografował, żeby zapamiętać. Fotografował, żeby zapomnieć.

Daido: TKY - okładka

Daido: TKY - fotografia Daido Moriyamy na okładce wydania Aperture. Materiał promocyjny: Aperture Store.

Pamięć to ciężar

Moriyama urodził się w 1938 roku w Osace, w czasie gdy Japonia przygotowywała się do wojny, którą miała przegrać. Jego dorastanie to kraj w ruinie - fizycznej i psychicznej. Amerykańska okupacja, trauma atomowa, gwałtowna westernizacja. Całe pokolenie japońskich artystów mierzyło się z pytaniem, jak fotografować świat po Hiroszimie. Moriyama odpowiedział: nie da się. Ale trzeba próbować.

Jego wczesne prace z lat 60., inspirowane Williamem Kleinem i Shomeiem Tomatsu, to już nie była fotografia w klasycznym sensie. Moriyama wychodził na ulice Tokio i strzelał z aparatu jak z broni. Wysoki kontrast, ziarno grube jak piasek, kadry przechylone, ostre jak cios. To, co robił, dokumentowało nie tyle miasto, co stan psychiczny fotografa.

I właśnie w tym momencie, gdy zaczynał być doceniany, postanowił wszystko zniszczyć.

Okładka Labyrinth: Daido Moriyama

Labyrinth: Daido Moriyama - okładka wydania Aperture. Materiał promocyjny: Aperture Store.

Farewell Photography: akt wymazania

Farewell Photography ukazało się w 1972 roku, w momencie gdy japońska fotografia przeżywała swój największy rozkwit. To był manifest przeciwny wszystkiemu, w co wierzono. Moriyama wziął swoje własne zdjęcia i zniszczył je - w ciemni, przez prześwietlenie, przez chemiczne deformacje, przez fizyczne cięcie i składanie odbitek w nielogiczne konfiguracje.

To nie była fotografia. To był akt pogrzebowy.

Książka wyprzedziła swoją epokę o dekady. Dziś, w czasach gdy robimy tysiące zdjęć dziennie i nie oglądamy żadnego, gest Moriyamy wydaje się proroczy. On wiedział, że prawdziwym problemem fotografii nie jest brak obrazów, ale ich nadmiar. Że aparat nie służy do przechowywania wspomnień, tylko do ich neutralizowania.

Zrobić zdjęcie, żeby móc zapomnieć.

Rozkładówka z Labyrinth

Rozkładówka z Labyrinth: Daido Moriyama - fotografia wnętrza książki pokazująca charakterystyczny, wysoko kontrastowy styl Moriyamy. Materiał promocyjny: Aperture Store.

Ulica jako niepamięć

Większość krytyków opisuje Moriyamę jako fotografa ulicy. To prawda, ale niecała. On nie dokumentował ulicy - on przez nią przepływał. Jego słynne zdjęcia z Shinjuku, z tokijskich dzielnic czerwonych latarni, z barów i zaułków - one nie opowiadają historii. One są fragmentami, strzępami, śladami obecności, która już się rozwiała.

Moriyama fotografował szybko, z biodra, bez patrzenia przez wizjer. Jego aparat był przedłużeniem ciała, a nie narzędziem kontroli. Dlatego jego obrazy są tak często nieostre, przekrzywione, źle skadrowane. To nie są błędy. To metoda.

W swojej serii Record, wydawanej przez lata jako magazyn robiony własnoręcznie, Moriyama publikował zdjęcia bez podpisów, bez dat, często bez żadnego porządku. Każdy numer był jak rzut kostką - przypadkowy zestaw obrazów, które nie tworzyły narracji, tylko strumień świadomości.

Record No. 47 - okładka

Record No. 47 - magazyn Daido Moriyamy wydawany własnym sumptem. Na okładce fotografia Moriyamy. Materiał promocyjny: Shashasha.

Kolor jako powrót do zerowania

W późniejszych latach Moriyama zaczął fotografować w kolorze. Dla wielu było to zaskoczeniem - mistrz czerni i bieli, król ziarna, nagle zaczął robić zdjęcia w jaskrawych, prawie fluorescencyjnych barwach.

Ale kolor u Moriyamy nie jest radosny. Jest równie agresywny co czerń. Neonowe światła Tokio, czerwone latarnie, niebieskie fluorescencyjne znaki - to nie jest dokumentacja miasta. To kolejna warstwa zapomnienia. Kolor u Moriyamy działa jak mgła - zasłania tyle samo, co odsłania.

W serii Setting Sun (zachodzące słońce) wrócił do czerni i bieli, ale inaczej. Zdjęcia są spokojniejsze, bardziej refleksyjne. Jakby Moriyama, po latach walki z obrazem, w końcu pogodził się z tym, że fotografia nigdy nie odda rzeczywistości. I że to jest w porządku.

Setting Sun - okładka

Setting Sun Daido Moriyamy - późniejsza, bardziej refleksyjna seria. Materiał promocyjny: Aperture Store.

Lekcja Moriyamy

Czego uczy nas Moriyama? Że fotografia nie służy do pamiętania. Służy do zapominania. Każde zdjęcie, które robimy, pozwala nam odrzucić moment - zamknąć go, odłożyć, nie nosić go dłużej w głowie. Aparat nie jest protezą pamięci. Jest narzędziem oczyszczenia.

W świecie, w którym każdego dnia produkujemy miliardy zdjęć, gest Moriyamy jest bardziej aktualny niż kiedykolwiek. Nie potrzebujemy więcej obrazów. Potrzebujemy mniej. Potrzebujemy obrazów, które mają odwagę zniknąć - które nie walczą o uwagę, ale przyznają się do swojej tymczasowości.

Moriyama wiedział, że najpotężniejsze zdjęcie to to, które zaraz potem zapomnimy. Bo tylko wtedy, gdy przestajemy trzymać się obrazów, możemy naprawdę zobaczyć.

Daido Moriyama: The Complete Works - okładka

Daido Moriyama: The Complete Works - przekrój twórczości fotografa. Materiał promocyjny: Shashasha.

Dodatkowe lektury

Współtworzone przez człowieka i AI.