Niektóre linki na tej stronie mogą być linkami afiliacyjnymi

Czy fotografia zawsze kłamała?

W 1855 roku Roger Fenton wsiadł na statek do Sewastopola, by sfotografować wojnę krymską. Był pierwszym fotoreporterem wojennym w historii. Jego zdjęcia miały pokazać światu prawdę o wojnie. Miały. Ale nie pokazały.

Fenton zabrał na Krym ciężki aparat mokrej płyty i wóz ciemnię. Aby zrobić zdjęcie, musiał ustawić scenę, naświetlić kliszę przez kilkanaście sekund, a potem wywołać obraz na miejscu. Nie mógł sfotografować bitwy - była zbyt szybka. Nie mógł sfotografować zabitych - jego przełożeni uznali, że to niestosowne.

Mógł sfotografować tylko to, co chciano pokazać.

I to zrobił.

Valley of the Shadow of Death Rogera Fentona

Valley of the Shadow of Death (1855) Rogera Fentona - jedna z pierwszych fotografii wojennych w historii. Domena publiczna. Źródło

Pierwsze kłamstwo fotografii

Najsłynniejsze zdjęcie Fentona z Krymu nosi tytuł Valley of the Shadow of Death - Dolina Cienia Śmierci. Przedstawia pustą drogę usianą armatnimi kulami. To zdjęcie od zawsze budzi kontrowersje - nie dlatego, że jest drastyczne, ale dlatego, że może być pierwszym w historii przypadkiem inscenizacji fotograficznej.

Istnieją dwie wersje tej samej fotografii. Na jednej kule leżą na drodze. Na drugiej - droga jest pusta. Fenton najprawdopodobniej sam ułożył kule na drodze, by wzmocnić dramatyzm sceny. Albo zrobił zdjęcie najpierw z kulami, a potem bez nich.

Nieważne, która wersja była pierwsza. Ważne, że obie istnieją. I że od samego początku fotografii jej związek z prawdą był kruchy.

Druga wersja Valley of the Shadow of Death - bez kul

Druga wersja Valley of the Shadow of Death - ta sama droga, bez kul armatnich. Dwie klisze, jedna rzeczywistość? Domena publiczna. Źródło

Imperium retuszu

Fenton nie był wyjątkiem. Przez cały XX wiek fotografia była manipulowana na masową skalę. Najbardziej spektakularne przykłady pochodzą z ZSRR, gdzie retuszowano zdjęcia polityczne z regularnością przemysłową.

Gdy Lew Trocki popadł w niełaskę, usuwano go ze zdjęć z Leninem i Stalinem, jakby nigdy nie istniał. Gdy inny komisarz został zgładzony, znikał z fotografii. Archiwa radzieckie pełne są zdjęć, na których wycięte postacie pozostawiły po sobie widmowe luki - puste przestrzenie, w których kiedyś stał człowiek skazany na zapomnienie.

To nie była fotografia. To był dokument produkowany przez władzę.

Stalin i Lenin w 1922 roku

Stalin i Lenin w 1922 roku. Domena publiczna. Źródło

Photoshop tylko przyspieszył

Gdy w latach 90. pojawił się Photoshop, świat oszalał z oburzenia. Magazyny zostały oskarżone o oszukiwanie czytelników - modelki miały nienaturalnie długie nogi, skórę bez porów, talie wcięte do granic anatomii.

Ale to samo robiono wcześniej w ciemni, nożyczkami i aerografem. Różnica polegała tylko na skali, nie na zasadzie. Fotografia mody lat 50. też była kłamstwem - po prostu lepszym, bo nikt nie wiedział, jak zostało zrobione.

Photoshop zdemokratyzował kłamstwo. I tym razem naprawdę przestraszyliśmy się własnego odbicia.

Obraz historyczny nie istnieje

Jeśli przyjrzymy się historii fotografii uważnie, zobaczymy, że każda epoka miała swoje techniki manipulacji. W latach 30. XX wieku amerykańscy fotograficy FSA (Farm Security Administration) kadrowali, podpisywali i selekcjonowali zdjęcia tak, by wspierać politykę Nowego Ładu. Dorothea Lange nie tyle dokumentowała biedę, ile ją konstruowała - wybierała kąt, światło, moment.

Wojna w Wietnamie była pierwszą wojną telewizyjną, ale jej najbardziej znane zdjęcia były wybrane, wykadrowane i podpisane tak, by opowiedzieć konkretną historię.

Fotografia dokumentalna nigdy nie była czystą prawdą. Zawsze była prawdą wybraną.

Nauka patrzenia inaczej

Historycy fotografii od lat wiedzą, że zdjęcie to nie okno na świat. To interpretacja. Wybór kadru, momentu, obiektywu, filmu, wywołacza, papieru - każdy z tych etapów jest aktem interpretacji.

Fotografowie uliczni od dziesięcioleci mówią to samo: zdjęcie nie dokumentuje rzeczywistości, ją tworzy. Magiczne zdjęcie to nie to, które wiernie odtwarza to, co było przed obiektywem. To to, które sprawia, że widzimy coś, czego bez niego byśmy nie dostrzegli.

W tym sensie fotografia zawsze była bliższa literaturze niż kronice.

Infografika historii manipulacji fotograficznej

Historia manipulacji fotograficznej od lat 40. XX wieku po współczesność. Zdjęcie: DerHexer, CC BY-SA 4.0. Źródło

A teraz AI

I tu pojawia się sztuczna inteligencja. Dziś każdy może wygenerować fotorealistyczny obraz, wpisując kilka słów. Midjourney, DALL-E, Stable Diffusion - narzędzia, które tworzą obrazy od podstaw, bez aparatu, bez światła, bez rzeczywistości.

I znowu słyszymy ten sam krzyk: fotografia umiera.

Ale czy na pewno?

Może AI robi to, co od zawsze robiła fotografia - tyle że bez aparatu. Może to nie jest koniec fotografii, tylko jej wyzwolenie. Jeśli fotografia zawsze była interpretacją, a nie zapisem, to AI jest po prostu kolejnym narzędziem interpretacji.

Dokument nie zniknie. Będzie droższy, rzadszy, bardziej wartościowy. Gdy każdy obraz można podrobić, prawdziwy dokument staje się skarbem. Ale obok niego powstanie nowa dziedzina - fotografia bez aparatu, obraz bez referencji, rzeczywistość bez przedmiotu.

Portret stworzony z AI i Lightroom

Portert stworzony z użyciem AI i Lightroom - fotografia hybrydowa, człowiek i maszyna (Inspiracja - Anton Corbijn Miles Davis portrait, 1985). Zdjęcie: Mariusz Nawrocki, domena publiczna. Flickr

Pytanie bez odpowiedzi

Wracamy więc do pytania z tytułu. Czy fotografia zawsze kłamała? Tak. Nie. Może. Jeśli przez "kłamstwo" rozumiemy świadome fałszowanie rzeczywistości, to fotografia kłamała od samego początku - od Fentona, przez Stalina, po Photoshop i AI. Jeśli przez "kłamstwo" rozumiemy subiektywność widzenia, to fotografia nie tyle kłamała, ile zawsze była opowieścią. A opowieść nie musi być prawdziwa, by była wartościowa.

Może więc pytanie nie brzmi "czy fotografia kłamała", ale "dlaczego tak bardzo chcieliśmy wierzyć, że mówi prawdę?".

Może to my byliśmy naiwni. Nie fotografia.

Wizualizacja prompt engineering w AI

Obrazy generowane przez AI różniące się jedynie siłą promptu - dowód na to, że w fotografii bez aparatu liczy się to samo co w tradycyjnej: decyzja autora. CC BY-SA 4.0. Źródło

A na końcu tej drogi, twórco, dojdziesz do wniosku, że piasek pod bosą stopą, zimna woda strumienia i promienie wschodzącego słońca na twarzy są cenniejsze niż wszystkie prompty świata.

Wschód słońca na Żuławach

Wschód słońca gdzieś na Żuławach. Zdjęcie: Mariusz Nawrocki, CC BY-ND 4.0. Flickr

Dodatkowe lektury

Współtworzone przez człowieka i AI.